Roboty mogą zastąpić co drugiego Polaka. Szykuje się rewolucja na rynku pracy

2017-10-27 14:21:22 (ost. akt: 2017-10-27 14:22:44)
Roboty mogą zastąpić co drugiego Polaka. Szykuje się rewolucja na rynku pracy

Autor zdjęcia: Kazimierz Krzysztofek

W Polsce pracuje obecnie 16,5 mln osób. Według analiz potencjalnie zautomatyzować można ok. 7,5 mln miejsc pracy. To oznacza, że prawie połowa pracujących Polaków mogłaby zostać zastąpiona przez roboty.

Robotów sprzedaje się coraz więcej, rośnie także poziom ich zaawansowania technicznego i sztucznej inteligencji. W dłuższej perspektywie zagrożenie jest bardziej realne. W ciągu 45 lat maszyny mogą prześcignąć ludzi we wszystkich aspektach inteligencji, a w ciągu 120 lat zautomatyzowana może być cała praca wykonywana przez ludzi.

– Roboty mogą znaleźć zatrudnienie właściwie wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z pracą rutynową, powtarzalną. Nie znajdą natomiast zatrudnienia tam, gdzie potrzebna jest kreatywność, empatia, nawiązywanie relacji z ludźmi. Na razie nie, nie wiadomo jak będzie w przyszłości – twierdzi prof. Kazimierz Krzysztofek z Uniwersytetu SWPS, ekspert DeLAB UW.

Z analizy McKinsey Global Institute wynika, że największy potencjał automatyzacji występuje w pracach związanych z przetwarzaniem żywności, w produkcji, transporcie, magazynowaniu, rolnictwie, handlu detalicznym i górnictwie. Natomiast w najmniejszym stopniu można zautomatyzować usługi edukacyjne. Zdaniem analityków McKinsey Global Institute w Polsce można potencjalnie zautomatyzować 7,5 mln miejsc pracy. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w drugim kwartale tego roku w Polsce było niemal 16,5 mln pracujących.

– To nie musi być praca umysłowa czy fizyczna, nie ma to znaczenia, bo są roboty, które zastępują ludzi w pracy fizycznej, ale coraz więcej jest takich, które zastępują ludzi w pracy umysłowej. Tam, gdzie mamy do czynienia z liczeniem, z czynnościami powtarzalnymi, tam, gdzie mamy do czynienia np. z wyszukiwaniem, tam roboty radzą sobie doskonale – przekonuje prof. Kazimierz Krzysztofek.

Na początku 2017 r. japońska firma ubezpieczeniowa Fukoku Mutual Life Insurance zwolniła 36 pracowników i zastąpiła ich sztuczną inteligencją. Klienci załatwiają teraz kwestie roszczeń z maszyną, a nie z ludźmi. Sztuczna inteligencja zajmuje się analizowaniem wniosków i wyceną odszkodowań. Z kolei w Australii przeprowadzono eksperyment, podczas którego sztuczna inteligencja analizowała obrazy organów wewnętrznych pacjentów i na tej podstawie przewidywała, którzy z nich umrą w ciągu pięciu lat. Trafność algorytmów była porównywalna z trafnością przewidywań lekarzy.

– Częściej bywają zagrożone zawody związane z pracą intelektualną, ale właśnie rutynową, dlatego że są to algorytmy umysłowe, które mogą być doskonale zastąpione przez algorytmy komputerowe, więc wszelkie prace kalkulacyjne, procesoryczne, czyli przetwarzanie danych, informacji, zapamiętywanie i agregowanie danych, autentyfikowanie, wyszukiwanie itd. Tutaj możliwość zastąpienia ludzi przez roboty jest duża – twierdzi prof. Uniwersytetu SWPS i ekspert DeLAB UW.

W ubiegłym roku wartość rynku sztucznej inteligencji dla medycyny wynosiła 667 mln dolarów. Firma MarketsandMarkets przewiduje, że do roku 2022 wartość tego rynku wzrośnie do blisko 8 mld dol. Maszyny pozwolą lekarzom zaoszczędzić czas, wspomogą diagnozę i, w rezultacie, pozwolą na uratowanie życia wielu osobom. Wszystkie te czynniki będą miały olbrzymi wpływ na zmniejszenie kosztów opieki zdrowotnej.

– W medycynie potrzeba coraz więcej sztucznej inteligencji, która będzie umiała interpretować wyniki badań medycznych wykonywanych przez maszyny. Jest taki ogrom danych, że lekarze nie są w stanie poradzić sobie z odczytywaniem tych danych. System Watson w wersji medycznej potrafi zdiagnozować noworodki, ma całą bibliotekę w sobie, ma dostępne wszystkie opisy operacji i potrafi zdiagnozować stan noworodków w szpitalu, dzięki tej diagnozie noworodki mogą wyjść ze szpitala dzień wcześniej, co jest wielką oszczędnością – przekonuje ekspert.

W 2016 roku na całym świecie sprzedano 294 tys. robotów przemysłowych. To niemal o 120 tys. więcej niż w 2013 roku. Szybko rozwija się też rynek robotów osobistych, którego dynamika wzrostu ma w latach 2017–2022 wynieść 37,8 proc. średniorocznie. Pomimo tego, jak wynika z analizy przeprowadzonej przez Jamesa E. Bessena z Boston University, w ciągu ostatnich 60 lat w Stanach Zjednoczonych z powodu automatyzacji zniknął tylko jeden zawód, operator windy.

– Tam, gdzie są roboty, tam są potrzebni także ludzie – robot może zastąpić lakiernika samochodowego, nawet trzech czy czterech, ale do obsługi robota potrzeba trzech ludzi, do update’owania programu, do konserwacji i do obsługi. Nie jest tak, że robot eliminuje człowieka. Jest tu synergia, synergia techniczno-ludzka, tzn. ludzie są potrzebni robotom, a roboty są potrzebne ludziom – twierdzi prof. Kazimierz Krzysztofek.

Z opublikowanego przez naukowców z Uniwersytetów w Oksfordzie i Yale badania pt. „When will aI exceed human performance? Evidence from aI experts” dowiadujemy się, że według 50 proc. ekspertów od sztucznej inteligencji w ciągu 45 lat maszyny prześcigną ludzi we wszystkich aspektach inteligencji, a w ciągu 120 lat zautomatyzowana zostanie cała praca wykonywana przez ludzi. Już w 2024 roku maszyny mają lepiej niż my tłumaczyć teksty pomiędzy dowolnymi językami, zaś do 2031 roku będą gotowe zastąpić człowieka w handlu detalicznym. Do roku 2053 mają stać się też lepszymi chirurgami.

Ekspertów zapytano również, czy w dłuższej perspektywie rozwój SI będzie miał pozytywny czy negatywny wpływ na ludzkość. Na bardzo dobre lub dobre skutki rozwoju sztucznej inteligencji wskazuje 45 proc. badanych. Według 10 proc. uczonych SI może mieć zły wpływ na społeczeństwo, zaś 5 proc. snuje apokaliptyczne wizje zagłady ludzkości.

– Roboty mogą się wymknąć spod kontroli, jeśli będą wyposażone w świadomość, tzn. będą miały wolę działania. Do sztucznej inteligencji nie potrzeba świadomości – można się zachowywać inteligentnie, nie będąc świadomym tego, co się robi, i to potrafi robić maszyna. Maszyna jednak nie ma woli, nie jest intencjonalna, w związku z tym można w każdej chwili odłączyć ją od prądu – zapewnia prof. Kazimierz Krzysztofek.

Komentarze (5)

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. danon #2363592 | 83.9.*.* 30 paź 2017 18:05

    W powyrzszym artykule, ten prof. ameryki nie odkrył. O dawna już wiadomo, że ludzi jest coraz więcej, a zapotrzebowanie na ,,siłę roboczą" coraz mniejsze. Zjawiska i procesy zaobserwowane i opisane przez wielu naukowców m.in. Zygmunta Baumana - książka ,,Ludzie na przemiał".

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Konopielka #2362076 | 188.146.*.* 29 paź 2017 06:54

    A kto wejdzie pod pierzynkę do mojej małżonki ? Maszynka ?

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Nick #2362047 | 37.201.*.* 29 paź 2017 01:07

      Tych na pewno nie zastapi. Ale niestety to przyjdzie. Ludzie straca prace. Pracuje juz 26 lat w niemieckiej firmie produkujacej bezprzewodowe telefony stacjonarne. Na poczatku pracowalo 4,5 tys. ludzi przy produkcji. Prawie wszystkie prace montazowe byly wykonywanie recznie, oprocz plytek z elementami elektronicznymi. W tej chwili na produkcji na 3 zmianach pracuje ok.350 ludzi. Linie sa zautomatyzowane, i czlowiek pakuje tylko telefony do kartonow. A kartony sa tez zamykane automatycznie.

      ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. . #2361237 | 81.163.*.* 27 paź 2017 21:25

      W naszym kraju to niemożliwe, automat nie zastąpi pierdzistołka w ministerstwie durnych kroków, zdublowanego urzędnika administracji samorządowej, policjanta na L4, pani katechetki, magazyniera pustego magazynu w MON, posła z biurem ...proszę internautów o podpowiedź

      ! - + odpowiedz na ten komentarz